rysunek

powoli
przyzwyczajam się
do tego że jestem śmiertelny
miałaś rację mamo
wrócę
taki sam jaki się urodziłem
im mniej będę się bronił
tym bardziej pogodzony
przytulę się
i wejdę na twoją górę
już nie w butach
ale na kolanach
czytając Senekę
jeżeli nie znajdziemy dobra
nie znajdziemy wolności
uśpią nas rozkosze
i rozwinie się łakomstwo
wyzwolone w ten sposób zmysły
rozpędzą ciało
do ponaddźwiękowej prędkości
i jak potem wylądować
na polanie stokrotek
butelka piwa
wyobrażam sobie jak mógłby wyglądać poeta
znam głownie piszących wiersze
sam je piszę
nie do końca ufam piszącym
coraz częściej jak małpa na linie
przez środek miasta
między kamienicą z knajpą a ratuszem
stojąc na jednej nodze
głoszą hymny dla kostki brukowej
czekają na oklaski
kto będzie klaskał
jeżeli na widowni także poeci
ci co nie zmieścili się na scenie
tylko żule którzy za butelkę piwa
przyklasną
Pocieszenie
panie jestem tobie przychylny
gotowy wysłuchać twoich skarg
pochylić się nad nimi
a jeżeli tylko zechcesz to nawet pocieszyć
na mój ludzki niedoskonały sposób
ale jeżeli mnie stworzyłeś
to wydaje się że na tej człowieczej
niedoskonałości najbardziej ci zależało
pięta
twarda jest moja skóra na dłoniach
bardziej by pieścić trzonek łopaty
niż sczytywać subtelność
z zakwitających w mgle poranka sutków
zagryzasz zęby pozwalając na szorstkość
dwie planety dwie płcie
ciągnące się przez warkocz kosmosu
wybrałaś mnie bym gołymi rękoma
wyrywał osty z ogrodu
i wyjmował kolec z twojej pięty
brzeg
tak zgadzam się
poezja nie może dawać alibi
na to że trzymam w szufladzie
dowody na to swoje zaangażowanie
że jednak myślałem
że chciałem
ale nie słuchano
lekceważono wręcz
podśmiewano kiedy
odwróciłem się plecami
szydercze odgłosy
układały mur obojętności
liczyły się pieniądze
fotele prezesów
wieże gdzie można jak najwięcej wyciągnąć
głosząc idee wspominania
które wiadomo nigdy nie wyjdą
poza martwe kartki papieru
pisane pomiędzy tajnymi
służbami tych co na powierzchni głoszą
że płyną na drugi brzeg
Powierzchnia
co ja tutaj robię
dlaczego siedzę w tym fotelu
dlaczego odnalazłem się
właśnie wśród tych wyznawców
dlaczego tak garnę się
szukam tych samych pułapek
i tak jak oni chciałby wpaść
w nie aż po uszy
przecież tego nie wybieram
a jednak jeżeli oni toną
po co pływać na powierzchni
cóż z widoków oglądanych w pojedynkę
wybaczenie
czy jestem poetą
czy bywam zapisującym wiersze
te które z tamtej strony snu
pojawiają się gdy między rzekami
moje stopy szukają wody
czy coś ode mnie zależy
czy tylko jestem kronikarzem
co ostrzy ołówek
pilnuje żeby papier nie wilgotniał
kiedy wiersz zadzwoni
być gotowym chwycić go
w siatkę na motyle
a może jestem obrońcą prawd i bogów
wybaczającym za nich ułomność
i jako pierwszy wyprowadzam skazańców
na łąki gdzie pasą się sprawiedliwi
co piją źródlaną wodę z sędziami